Historia

Wśród beskidzkich górali
Wiadomość dodana przez: gorale (2006-08-19 00:29:42)

Osadnictwo Beskidu Śląskiego oraz typ ludności były – jak wszędzie w Karpatach Polskich – wynikiem spotkania i przemieszania dwóch migracji. Jedna posuwała się z północy dolinami rzek. Byli to początkowo uciekinierzy z dóbr szlacheckich, a później bezrolni osadzani przez wielką własność i pochodzili z Górnego Śląska i z północnej części Śląska Cieszyńskiego. Osadnictwo to rozpoczęło się w XV w., a w stuleciu następnym objęło już wnętrze gór. Równocześnie od wschodu karpackim grzbietem postępowali wołoscy pasterze z Bałkanów, zaludniając kolejno części Beskidów. Na teren Beskidu Śląskiego dotarli w XVI w. Nastąpiło wówczas skrzyżowanie elementu wołoskiego z osadnikami polskimi. Połączeniu uległy również dwie kultury: koczownicza – pasterska i osiadła – rolnicza. Oddziaływanie Wołochów we wszystkich dziedzinach życia było niezwykle istotnym czynnikiem kulturotwórczym. Wierzenia, zwyczaje, strój, zdobnictwo, muzyka i gwara górali śląskich noszą do tej pory wyraźne piętno wpływów tych nomadów.


Wśród beskidzkich górali

Janina Andrełowicz

Uroda Beskidu Śląskiego zawiera się w łagodności form górskich, pasm zielonych groni, kopuł szczytowych porosłych lasem świerkowym. Teren ten długo byt nieznany polskim turystom i badaczom, Odcięty przez 600 lat od ojczyzny, poddany był penetracji czeskiej i niemieckie], Mimo to był najmniej wynarodowioną częścią śląska, a wsie beskidzkie zachowały czystą polską mowę i obyczaj.
Ożywienie turystyczne nastąpiło w 1893r. z chwilą założenia „Beskidenvereinu” przez inteligencję niemiecką z Cieszyna, Bielska i Ostrawy. Towarzystwo to przystąpiło z rozmachem do budowy schronisk i wytyczania szlaków. Równocześnie też wysunęło skrajnie nacjonalistyczne hasła. Polski ruch zapoczątkowało Towarzystwo Turystyczne „Beskid”, powstałe w Cieszynie w 1910 r. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, „Beskid” stał się oddziałem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Wówczas dopiec nastąpiło wszechstronne poznanie i zagospodarowanie Beskidu Śląskiego. Zwrócono uwagę na dobrze jeszcze zachowana., barwną kulturę górali śląskich. Kazimierz Sosnowski. znawca tych gór i ludu, pisał w 1930 r., że „obok Podhala jest Beskid Śląski najwydatniejszą kopalnią i najsilniejszą ostoją starogóralszczyzny i staropolszczyzny – Najwięcej zaś góralskiej archaiczności zachowała Istebna. Po Zakopanem jest to najoryginalniejszy i najcharakterystyczniejszy ośrodek polskiej góralszczyzny, pod każdym względem na uwagę i badanie zasługujący”.
Osadnictwo Beskidu Śląskiego oraz typ ludności były – jak wszędzie w Karpatach Polskich – wynikiem spotkania i przemieszania dwóch migracji. Jedna posuwała się z północy dolinami rzek. Byli to początkowo uciekinierzy z dóbr szlacheckich, a później bezrolni osadzani przez wielką własność i pochodzili z Górnego Śląska i z północnej części Śląska Cieszyńskiego. Osadnictwo to rozpoczęło się w XV w., a w stuleciu następnym objęło już wnętrze gór. Równocześnie od wschodu karpackim grzbietem postępowali wołoscy pasterze z Bałkanów, zaludniając kolejno części Beskidów. Na teren Beskidu Śląskiego dotarli w XVI w. Nastąpiło wówczas skrzyżowanie elementu wołoskiego z osadnikami polskimi. Połączeniu uległy również dwie kultury: koczownicza – pasterska, i osiadła – rolnicza. Oddziaływanie Wołochów we wszystkich dziedzinach życia było niezwykle istotnym czynnikiem kulturotwórczym. Wierzenia, zwyczaje, strój, zdobnictwo, muzyka i gwara górali śląskich noszą do tej pory wyraźne piętno wpływów tych nomadów.
Powstającej w 1918 r. Polsce przypadła jedynie mniejsza część góralszczyzny śląskiej, etnicznie i językowo polskiej. Czysto góralskich wsi otrzymaliśmy 5: Wisłę, Brenną, Istebną, Koniaków i Jaworzynkę. Lokowane były one w XVII i XVIII w. W tym też okresie ustalił się zasadniczy typ gospodarki rolniczo-pasterskiej, z początkową przewagą pasterstwa. Nie poprzestano na pastwiskach naturalnych, lecz tworzono nowe przez karczowanie lasów. Górale zawiązywali pasterskie spółki „sałasznicze”, podlegające wybranemu spośród nich przez księcia „wojewodzie”. Taki „wojewoda” pobierał opłaty i reprezentował interesy górali. Ten swoisty rodzaj samorządu utrzymał się jeszcze w pierwszych dziesiątkach XVIII w. Zaczęto wówczas stosować racjonalną gospodarkę leśną, ograniczając góralom prawo do swobodnego użytkowania terenu. Z rozwojem przemysłu na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Ostrawako-Karwińskim, wzrosło zapotrzebowanie na drewno. Rugowano więc górali z ich terenów sałasznicznych i zalesiano polany. Chwilową poprawę przyniosła umowa zawarta w 1800 r. między ludnością a zarządem Komory w Cieszynie. Umowa zaznaczała dokładnie tereny przeznaczone do wypasu owiec. Uwłaszczenie chłopów w połowie XIX w. spowodowało odcięcie górali od pastwisk i lasów w posiadłościach książęcych. Odtąd gospodarka pasterska zaczyna podupadać, a coraz większego znaczenia nabiera rolnictwo.
Przez dłuższy okres kultura śląskich górali wykazywała wiele cech archaicznych. Prócz zwykłej zachowawczości chłopskiej, przyczyną była dość duża izolacja wynikająca z warunków geograficznych i braku komunikacji. Do 1918 r. najżywszy kontakt utrzymywano z Jabłonkowem, posiadającym stację kolejową. Uważany był on przez mieszkańców za stolicę śląskiej góralszczyzny i zwano go żartobliwie „śląskim Wiedniem”. Następnie Jabłonków znalazł się w Czechosłowacji. Zaczęła rozwijać się wówczas Wisła, która otrzymała połączanie kolejowe a wkrótce awansowała do rangi uzdrowiska. Ożywiły się także wsie góralskiego „matecznika”: Koniaków, Istebna i Jaworzynka. Uzyskały połączanie z Wisłą, Cieszynem i Bielskiem. A ruch wycieczkowy i nowe możliwości pracy zaczęły wywierać poważny wpływ na stan kultury ludowej Beskidu Śląskiego.
Zasadnicze jej cechy wykazują zgodność z kulturą innych grup górali zamieszkujących Karpaty. Czynnikiem Jednoczącym była ta sama gospodarka pasterska i związany z nią tryb życia. Zbieżności wychodzą przy porównywaniu poszczególnych elementów tej kultury. Strój górali śląskich szczególnie dużo cech wspólnych posiada ze strojami sąsiadów – górali czadeckich i żywieckich, ale także z ubiorami Wałachów morawskich i Hucułów. A niemalowane śląskie skrzynie wykazują daleko idącą zgodność z analogicznymi skrzyniami z terenu Huculszczyzny.
Wsie Beskidu Śląskiego są duże, szeroko rozrzucone w dolinach, podchodzą wysoko na grzbiety groni licznymi przysiółkami. Niewiele dziś jest starych drewnianych zagród, jeszcze tu i ówdzie w Jaworzynce i w Istebnej zobaczyć można typową kurlawą chałupę. Tradycja wywodzi jej rodowód z pasterskich szałasów i bud stawianych na halach. Pierwsi osadnicy budowali podobne szopy z piecem, które zapewniały czasowe schronienie. Był to odpowiedni typ budownictwa dla wędrujących pasterzy. Gdy ci jednak osiedli, szopa drogą ewolucji zmieniła się w dom jednoizbowy z sienią i z komorą. Chałupę stawiano na peckach, czyli dużych kamieniach na czterech rogach domu. Bale drewniane tworzące ściany łączono na „węgieł”. Przez środek chałupy prowadzi sień, po jednej stronie jest izba, po drugiej świetlica i komora. Izba stanowi centrum domu. Stoi w niej wielki piec z nalepą, pod ścianami ławy, w kącie półka na garnki i miski, pochodzące najczęściej z Jabłonkowa. Stół drewniany, o skrzyżowanych i zdobionych nogach, posiadał płytę kamienną z piaskowca. Później stoły otrzymały płytę drewnianą. W czwartym kącie izby stała łożnica, czyli łóżko dla gospodarzy, dzieci spały na ławach, a starzykowie (dziadkowie) na piecu lub w komórce. Na ławie koło pieca stały żarna, na poleni pod powałą suszyło się drewno na opał. W izbie lub w sieni stała szafa, zwana olmaryją, w której przechowywano mleko, masło, ser i inne produkty. Dym z pieca szedł na izbę, trzymał się pod powałą i uchodził przez otwarte drzwi do sieni, a stamtąd przez otwór w powale na zewnątrz. W izbie toczyło się życie rodziny, a także gospodarcze. Tu cięto sieczkę na korbie, kobiety gręplowały i przędły wełnę. Światło dawała szczapa, czyli łuczywo zatknięte w glinianym dziadku. Tak było pierwotnie. Z czasem zwiększył się zasób wyposażenia izby i zmienił styl życia jej mieszkańców. W izbie zamiast dawnych łożnic pojawiły się łóżka typu miejskiego, wyrabiane przez miejscowych stolarzy, kredens w miejsce olmaryi, a szafy zastąpiły skrzynie na odzież. Zmieniła się także funkcja pomieszczeń. Z dawnej izby powstaje kuchnia o typowym urządzeniu, natomiast świetlica przejmuje funkcje pokoju. Ewolucję przechodzi też system ogrzewczy. Rozpoczęto od ustawienia komina, który odprowadzał dym. Sprzyjało temu zarządzenie austriackie z 1895 r. nakazujące umieszczanie kominów w chałupach kulawych. Zaczęto wówczas bielić ściany izby, co przedtem było niemożliwe i uwagi na ciągle powstańcy osad kopcia. Następnie, jako wielka nowość, pojawiły się piece z cegły – po 1906 r. Po I wojnie stały się one masowe, a później zaczęto stawiać piece kaflowe. Do 1951 r. w Jaworzynce, Koniakowie i Istebne| zachowały się już tylko cztery chałupy kurlawe. W sieni umieszczano mniejsze narzędzia rolnicze, a w komorze naczynia pasterskie -putyrę na mleko, obońkę na żętycę oraz sądki (naczynia klepkowe na słoninę). Na strychu trzymano skrzynie ze zbożem i mąkę, zwane zależnie od kształtu i sposobu wykonania, kadłubem lub wachówką.
Najbardziej rzucającym się w oczy elementem ludowej kultury jest strój, będący również charakterystycznym wyznacznikiem grupy etnicznej. Strój górali śląskich wykonywano z dwóch zasadniczych materiałów – lnu i wełny. Był bardzo funkcjonalny, odpowiadał ostremu klimatowi górskiemu. Mężczyzna nosił długą, szeroką koszulę bez kołnierza, ozdobioną przy rozcięciu na piersiach czerwonym wyszyciem, tzw. znakiem. Spodnie płócienne, białe – na lato, w zimie obcisłe, z sukna. Na koszulę wkładał chłop bruclik (kamizelkę) z czarnego sukna, na co dzień, a z czerwonego od święta. Bruclik zapinany był na dużą liczbę błyszczących guzików. Na ramiona zarzucano czarną gunię. Stopy ubrane byty w kopyca (sukienne grube skarpety) i kyrpce. Głowę chronił kapelusz czarny lub biały z szerokim rondem, zwany kłobukiem, strzechaczem lub szirakiem. Im starszy, tym był lepszy, bo przesiąknięty dymem i tłuszczem lepiej chronił od deszczu. W trzydziestych latach weszły w użycie jasnoszare kłobuki z wysoką główką i szerokim rondem, które wprędce stały się reprezentacyjnym nakryciem głowy, używanym dziś przez zespoły regionalne. W zimie góral nosił pod gunią krótki kożuch, barwiony na czerwono lub żółto, ozdobiony oblamkiem, a głowę nakrywał okrągłą, wysoką czapą futrzaną z jagnięcej skóry. Pasterze, bacowie i gajdosze nosili szerokie skórzane pasy zapinane na trzy lub cztery sprzączki. Strój kobiecy składał się z białej koszuli płóciennej, na którą ubierano kabotek z bufiastymi rękawami i wyszywaniami przy szyi i koło łokci. Dolną część ubioru stanowiły dwie zapaski. Tylna szeroka – fartuch, i przednia – fortuszek. Na ramiona zarzucano chustę w dzień powszedni łoktuszę a w święta obrus. Głowę ubierały mężatki w biały koronkowy czepiec i białą chustkę spuszczową. Nogi odziewano w czerwone nogawiczki {skarpetki) i kyrpce. W zimie kobiety nosiły kożuchy i sukienne papucze.
Wieś góralska poddana była dawniej swoistemu rytmowi życia, który wyznaczały pory roku, zajęcia gospodarskie, kalendarz obrzędowy. Wiosenne wypędzanie owiec i bydła na halę i powrót jesienią, stanowiły rodzaj pasterskiego święta. Także szkubaczki (darcie pierza), lnubranie, prządki – wykonywane zespołowo, wzbogacane były zwyczajami, pieśniami i gadkami. Stanowiły spotkania towarzyskie, zabawę oraz stwarzały okazję do przypomnienia i przekazania tradycji. Obrzędy i zabiegi magiczne związane były z wieloma dziedzinami życia i gospodarki. Wraz z regresem tradycyjnej kultury wiele z nich zniknęło. Długo zatrzymał się zwyczaj nakazujący przekraczać próg prawą nogą, aby się „darzyło”. Szczególnie uważać musiał na to pan młody, jak się żenił i „kludził” babę do izby. Nie wolno też było rąbać na progu, gdyż zakłóca to spokój zmarłych, którzy w tym domu mieszkali. Wierzenia i zakazy łączyły się także z oknem i piecem. Patrzenie przez okno na miesiąc w nowiu przynosiło nieszczęście. Do dziś starzy górale upominają: „nie dziwej się bez uokno, bo urzeczesz konie”. Piec – miejsce życiodajnego ognia, którego kult sięga pradawnych czasów – oddziaływał również na ludzi i zwierzęta. Wierzono, że nie wolno ognia znieważyć deptaniem lub pluciem, gdyż może spalić się dom. Pryskające iskry były zapowiedzią gości. Dzieci i zakupione młode zwierzęta kładziono na chwilę na piecu, „coby rosło teli, jako ten piec”.

Poznaj Swój Kraj nr 302, 1986

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.